Aby moje witraże zapowiadały świat przemieniony

Tekst rozmowy: "Światło witraża" z Małgorzatą Baranowską i Justyną Sobolewską opublikowany w Tygodniku Powszechnym nr 30, z 27 lipca 1997 r.

 Światło witraża

z Teresą Marią Reklewską rozmawiają Małgorzata Baranowska i Justyna Sobolewska.

 

MAŁGORZATA BARANOWSKA: Najnowsze Pani witraże dla kościoła św. Franciszka Ksawerego w Kanda (dzielnica w Tokio) jadą właśnie do Japonii. Czy to zmienia Pani punkt widzenia, że te witraże nie będą gdzieś na Mokotowie czy w Krakowie, ale aż tak daleko? Czy robi je Pani inaczej, w jakichś innych kolorach?

TERESA MARIA REKLEWSKA: Chciałabym wnieść do tego kościoła nastrój, aurę. To jest zawsze dla mnie najważniejsze, niezależnie gdzie ten kościół się znajduje. Japończycy nie chcieli niczego, co jest związane z ich tradycją. Chcieli mieć witraż całkowicie europejski. Ten kościół, najstarszy w Tokio, zbudowany 135 lat temu, ma styl europejski, tak że mógłby się znaleźć w każdym miejscu, przede wszystkim we Francji, na przedmieściach Paryża. Ale w Japonii ludzie są inni i modlitwa też jest zupełnie inna.

Teresa Maria Reklewska ur. 1931), ukończyła Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie w 1956 r. Studiowała później przez dwa lata w National School of Art. w Paryżu i w Atelier d'Art Sacre. Następnie do 1972 tworzyła w pracowni Jacquesa de Chevaliera własne projekty malarskie i wykonywała samodzielne witraże (ok. 250 mkw). W czasie pobytu we Francji wygrała ogólnopolski konkurs na projekt witraży do kościoła N.M.P. na Piasku we Wrocławiu. W 1976 roku otrzymała Nagrodę im. Brata Alberta w dziedzinie sztuki sakralnej. Po wielu próbach, z pomocą przyjaciół, otworzyłą w 1975 własną pracownię witrażową w Warszawie. Ma zaledwie kilku uczniów. Przekazała im swoje rozumienie sztuki witrażowej: tajniki rysunku i kompozycji monumentalnej, operowanie kolorem i sztukę malowania na szkle - charakterystyczną dla jej pracowni. Paweł Przyrowski i Tomasz Tuszko pracują z nią od dwudziestu lat. Są teraz samodzielnymi artystami. Małgorzata i Tomasz Łączyńscy oraz Jerzy Owsiak założyli własne pracownie i idą niezależną drogą.
W 1989 Muzeum Architektury we Wrocławiu zorganizowało retrospektywę prac artystki. W katalogu Placyd Galiński OSB pisał: "Teresa Maria Reklewska stworzyła mały. kilkuosobowy zespół wyraźnie i świadomie nawiązujący do pracowni artystyczno - rzemieślniczych średniowiecza. Zespół dążący do odnajdywania jedności ducha w tworzeniu, zgodności pojmowania tematu i takiej samej rzetelności wykonania. Takie zasady praca wymagają dużej dyscypliny, pokory i otwartości, ale też wydają znakomite owoce."

 

M.B.: - Światło też jest chyba inne od północnego?

- W Japonii światło jest przeniknięte obecnością morza. Sam kościół jest wciśnięty w nowoczesną dzielnicę studencką i kiedy myślę o nim, widzę natłok otaczających go budynków. Trudno więc mówić o jakości tego światła.

M.B.: - Kolory na Pani witrażach są intensywne, więc jest nadzieja. że przezwyciężą napór miasta?

- Chciałabym, żeby człowieka, który wchodzi do kościoła, otoczyła tęcza drogocennych kamieni, bo przecież szkło witraży świeci jak w krysztale czy klejnocie. Tak rozumiano witraż w średniowieczu, w czasach wielkich katedr. Natomiast zupełnie inaczej traktowali witraż artyści secesyjni - Mehoffer czy Wyspiański.

M.B.: -Jednak, gdy patrzę na Pani witraże, przypomina mi się "Bóg Ojciec" Wyspiańskiego. Ze względu na ruch. Dawne witraże były statyczne. Wydaje się, że ten ruch się wzmaga z każdym nowym Pani witrażem. Na jakimś witrażu francuskim widziałam konia, który podnosił nóżkę, tak jakby miał zamiar jechać stępa. A u Pani konie obracają się w powietrzu, wchodzą w wir, wyskakują z witraża.

- Wielkie witraże widzę po raz pierwszy w całości już wstawione do kościoła. Często całkowicie zaskakują mnie tym. co wyrażają. Ruch pojawiający się na witrażach być może nawiązuje do tego. co w tej chwili dzieje sie w jakiejś głębokiej warstwie w świecie, do czego ja nieświadomie dołączam. Chciałabym, żeby to był wielki powiew Ducha Świętego, który może objawić się jako płomień lub szum wiatru. Chciałabym żeby witraże przenikał ten właśnie płomień.

JUSTYNA SOBOLEWSKA: - Pisze Pani o czterech etapach tworzenia witraża: projekt, czyli malarska wizja; rysunek ołowiem; łączenie kolorowych kawałków szkła; końcowe malowanie. Czy to przemienianie materiału staje się też procesem przemiany duchowej w trakcie pracy? Sam witraż jest sztuką wyjątkowo zmienną dla patrzqcego, zależną od słońca, w każdej chwili obraz zmienia się. Witraż staje się więc też obrazem przemiany światła.

- Jest to nieustająca przemiana. Projekt witraży do kościoła Andrzeja Boboli zawierał pewien pomysł kolorystyczny: kolor miał się rozwijać. dochodzić do paroksyzmu, a potem cała symfonia musiała ostatecznie zabrzmieć i związać wszystkie kolory razem. Podobnie myślałam o tematyce. Na etapie projektu były to tylko główne zarysy. Pomysł dojrzewał, rozwijał się w trakcie realizacji. Wielkie witraże wymagają czasu. Oczywistym jest, że człowiek się zmienia w ciągu roku pracy nad jednym oknem. Ale czy to przemiana duchowa - nie wiem, bo to jest ukryte. Wszystkie etapy realizacji są jakby wchodzeniem na kolejne stopnie schodów. Każdy z tych stopni jest kolejnym etapem twórczym. Na każdym pojawiają się nowe pomysły i szczegóły. Każda kolejna część pracy musi być pchnięta do ostateczności, tak by było można.

M.B.: - Ograniczeniem może być materiał, szkło. Czy Pani wie dokładnie, jakie kolory szkła przyjdą z huty?

- Jeśli jakiś kolor w rezultacie nie jest tym wymarzonym, to i tak nie mam wyjścia, muszę dalej pracować z tym, co mam. Tak jest w przypadku tkaniny, gdzie operuje się gotową barwioną wełną, czy fresku - mamy ograniczoną ilość kolorów. Pomysł kolorystyczny trzeba przetransponować na gotowy materiał, tak aby wyciągnąć maksimum z tego, co się posiada. Zawsze sama wybieram każdy kawałek szkła, kierując się intuicją. Póki mogłam, jeździłam wybierać ta?e szkła do huty. Szkło witrażowe jest specjalnie przygotowywane: dmucha się je w balony, rozcina i wygładza tak, żeby przepuszczając światło - błyszczało. Kolorowe kawałki szkła, zestawione ze sobą, dają dwa wymiary - formy i koloru. Nie mają jeszcze wymiaru głębi. Dopiero malowanie, czyli przysłanianie pewnych partii kolorów, sprawia, że powstaje wrażenie głębi, a pewne kolory bardziej świecą od innych. Dawniej malowałam wszystkie Witraże sama, tak było We Wrocławiu, Nowym Sączu i Aninie. Począwszy od kościoła św. Andrzeja Boboli współpracuje ściśle z Pawłem Przyrowskim, który zastąpił mnie w malowaniu na szkle. Drugi artysta współpracujący ze mną, Tomasz Tuszko, w tej chwili przy witrażach ?japońskich" zajmuje się trawieniem szkła, czyli nakładaniem i zdejmowaniem przy pomocy kwasów warstw koloru, tak żeby spod jednej barwy wyłaniała się inna. Ostateczna forma witrażu jest więc owocem inwencji twórczej kilku osób.

M.B.: - Kiedy uświadomiła sobie Pani, że będzie się zajmować witrażem?

- W 1956 roku, W Paryżu zobaczyłam średniowieczne witraże i tak mnie zachwyciły, że w ciągu trzech dni zdecydowałam się na studia nad witrażem. Już wcześniej, kiedy przygotowywałam się do dyplomu z tkaniny na warszawskiej ASP, zauważyłam, że szukam żywych i mocnych kolorów, nietypowych dla tkaniny. Tę intensywność odnalazłam w szkle. Jednak bardzo długo w ogóle nie wiedziałam, że jestem artystką. Doszłam do takiej świadomości po wielu wahaniach. Zawsze chciałam robić w życiu to, co najistotniejsze, a wcale nie byłam pewna, czy sztuka jest najważniejsza. Wydawało mi się, że najważniejsza jest służba człowiekowi. Nie możemy inaczej wierzyć W Jezusa Chrystusa, jak tylko rozpoznając Go w człowieku i służąc mu. Teraz dopiero widzę, że sztuka jest służbą i to niesłychanie potrzebną w dzisiejszych czasach.

M.B.: - Gdy patrzę na Pani witraże, które, tak jak w kościele św. Andrzeja Boboli w Warszawie, mają 365 mkw, zaczynam pojmować, że wybudowanie średniowiecznych katedr nie przekraczało ludzkich możliwości.

- Kiedy podejmuje się kolejnego zadania, zawsze mam wrażenie, że mnie przerasta, że nigdy mu nie podołam. Ufam tylko, z całej siły ufam, że Duch Święty mnie oświeci, a aniołowie wesprą. Staram się być tylko narzędziem. Wszystkie kartony do witraży zamówionych do kościoła w Tokio zrobiłam W 12 miesięcy; to jest tak, jakbym namalowała ponad 56 obrazów.

M.B.: - Kiedy myślę o średniowieczu, widzę przede wszystkim sztukę zwróconą ku Bogu, nie ku ludziom. Anioła stojącego na katedrze może podziwiać tylko przelatujący anioł. Witraże z Tokio, w przeciwieństwie do średniowiecznych, są umieszczone stosunkowo blisko człowieka. Te stare witraże, umieszczone bardzo wysoko, były często w ogóle niewidoczne. Współczesny witraż sakralny, tak jak dawniej, jest właściwie sztuką bezimienną. W kościele św. Andrzeja Boboli dopiero jeśli się ktoś nachyli i dobrze poszuka, to może znajdzie podpis pracowni. Wybrała Pani taki kierunek sztuki, w którym indywidualność artysty nie jest akcentowana.

- Nawet Wystawy, które nobilitują artystę, w przypadku witraży są szalenie rzadkie i rzadko udane, bo niezwykle trudno je zorganizować.

M.B.: - Z drugiej strony kościół z witrażami jest sam w sobie ogromną ekspozycją, tylko już spełnia inną funkcję.

-I nie ma już tam artysty.

M.B.: - Nie tęskni więc Pani do tego, żeby te witraże były podpisane dużymi literami?

- Absolutnie nie i najlepszy dowód, że witraże, które pojechały do Tokio, W ogóle nie zostały podpisane - teraz dopiero sobie to uświadomiłam... I nie tylko ja, ale też nikt z Pracowni o tym nie pomyślał.

M.B.: - Czy na Pani witrażach, które są dziełem właściwie odindywidualizowanym, odbija się jednak Pani niezwykłe życie: wędrówki po świecie, pobyt na pustyni?

- Pobyt na Saharze był dla mnie bardzo Ważnym przeżyciem. Parę lat temu byłam na Synaju, a także widziałam Pustynię Judzką. Kocham te pejzaże, W których w ogóle nie ma zieleni, a są odcienie płowe, czerwone, ceglaste, brunatne i czarne. Mamy w wyobraźni najczęściej pustynię piaskową, a W rzeczywistości zajmuje ona jedynie niewielki obszar. Większą część zajmują góry, skały, które niekiedy przypominają kolosalne wieże. 30 lat temu namalowałam cykl obrazów ,,Pustynia". Taki krajobraz pojawił się na witrażu przedstawiającym kuszenie Chrystusa i w scenie Narodzenia. Są to na pewno jakieś reminiscencje skał, które widziałam. Oprócz niezwykłych kolorów, charakterystyczny dla pustyni jest ciągły, silny wiatr, który budzi się wraz ze słońcem i całkowicie wygasa po zachodzie. W ciągu piętnastu minut zapada zmrok, pojawiają się gwiazdy i robi się całkiem cicho. Ten wiatr W dzień jest tak mocny, że ma się wrażenie, że wywiewa wszystkie myśli.

J.S.: - Na Pani witrażach też czuje się wiatr, postaci włączone w wir. Często pojawiają się skrzydła anielskie, które wywołują wrażenie ruchu...

- Ale nie Wiem, czy jest to ten sam wiatr, co na pustyni. Może jest to wyraz tęsknoty i gwałtownego głodu Boga W otaczającym nas świecie, a może Wyraz ogarniającej nas miłości Bożej.

J.S.: - Rzadko też pojawia się na Pani witrażach kolor zielony.

- Zieleń jest w ogóle trudną barwą i nie jest podstawowym kolorem witrażowym. Najważniejszy jest niebieski. Niebieskie szkło świeci najdłużej, nawet wtedy gdy wszystkie inne kolory stają się czarne. Dobrze to widać na witrażach w Chartres.

J.S.: - Niebieskie światło jako światło mistyczne pojawia się często w tekstach mistycznych i w poezji.

- W tradycji witrażu jest to kolor najważniejszy, ale tylko W Europie. W synagodze W Jerozolimie na witrażach Chagalla kolory zachowują się inaczej. Inne jest światło. Na ikonie prawosławnej światło boskie wyrażane jest przez kolor złoty, na witrażu przez niebieski. W promieniu świetlnym istnieje cała gama kolorów, których nie widzimy, a bramą do tej sfery jest właśnie kolor niebieski, który niejako wprowadza w inną rzeczywistość.

M.B.: - Pani witraże wywołują wrażenie całości. Zapomina się, że to są małe kawałki szkła. Witraże stare składały się z małych kawałków. Witraże dla kościoła św. Franciszka Ksawerego w Tokio mają za temat Credo - całościowe ujęcie wiary. Trudno wypowiedzieć więcej w sztuce religijnej. Czy wybór tego tematu nie miał trochę misyjnego charakteru?

- Jesteśmy W tej szczęśliwej sytuacji, że dysponujemy całym przekazem Objawienia. Człowiek Starego Testamentu szedł trochę po omacku, nie wiedział o fakcie zmartwychwstania Chrystusa. My, choć nadal idziemy po omacku, W większym stopniu widzimy całość. Chciałam znaleźć obrazy, które by wyrażały rzeczywistość Objawienia. Szukałam ich w całości Pisma Świętego, w Starym Testamencie i w Apokalipsie, która zapowiada chwałę zmartwychwstania. Już teraz W niej uczestniczymy, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy, bo jest ona przysłonięta życiowymi trudami i wielkim, różnorakim cierpieniem jednostek i społeczeństw. Długo szukałam klucza do stworzenia całości z tych 14 witraży... Szukałam obrazów, przybliżających każdy artykuł wiary, ale nie było moim zamiarem pouczać kogokolwiek. To jest moje własne wyznanie wiary. Chciałabym jedynie, żeby atmosfera stworzona dzięki witrażom pomogła człowiekowi stanąć W obecności Trójcy Świętej, Matki Bożej, aniołów, patriarchów, proroków i apostołów.

M.B.: -Artyści średniowieczni mieli ustalony, znany wszystkim, kanon symboliczny. Dzisiaj jest inaczej. W jaki sposób wybierała Pani obrazy mające przedstawić Credo, tak aby było ono czytelne dla współczesnego Japończyka?

- Przede wszystkim musiałam wiedzieć, jak sama rozumiem poszczególne artykuły wiary, a potem Wybrać odpowiednie fragmenty z Pisma Świętego, najlepiej je ilustrujące. Na przykład, zadałam sobie pytanie: co znaczy dla mnie fakt, że "Chrystus stał się człowiekiem"? Pokazałam to na czterech obrazach składających się na jeden witraż. Najprzód scena kuszenia Chrystusa: W jaśniejącej postaci pustelnika stoi Jezus przed pięknym i dumnym młodzieńcem, oczekującym hołdu. Dla mnie jest to obraz Chrystusa przyjmującego do końca kondycję ludzką. Postawiony wobec pokusy musiał wybierać, tak jak ja to muszę robić. Obok obraz pokłonu Trzech Króli - Mędrców, którzy rozpoznali w małym chłopczyku Boga i, możni w naukę i władzę, oddają hołd tylko Jemu należny. Poniżej postać Chrystusa w koronie cierniowej i we krwi. Oto człowiek. Człowiek, który identyfikuje się z moim cierpieniem i cierpieniem każdego człowieka. W końcu obraz wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Triumfujące tłumy, które za chwilę skażą Go na śmierć. Te tłumy to ja i to my. Takie jest moje widzenie człowieczeństwa Jezusa. Chciałabym, żeby każdy człowiek mógł w tym coś dla siebie znaleźć, Japończyk też. Na witrażu ,,wierzę w żywot wieczny" pokazałam górę, na której, jak zapowiada Izajasz, będzie przygotowana wielka uczta. Korowód ludzi, aniołów i zwierząt biegnie wziąć w niej udział. Będzie to spotkanie miłości. Na sąsiednim obrazie ten sam korowód biegnie na spotkanie z Trójcą Świętą. A poniżej Oblubienica oczekująca na biegnącego oblubieńca. Jest to obraz z Apokalipsy: ?Duch i oblubienica mówią: Przyjdź Panie Jezu!". Obok Ostatnia Wieczerza - Eucharystia, która już teraz jest zapowiedzią żywota wiecznego.

M.B.: - Wojciech Skrodzki w rozmowie radiowej zauważył, że mówi się o średniowiecznych witrażach, jakoby stanowiły Biblię pauperum, a w rzeczywistości nikt jej nie rozpoznaje w katedrze w Chartres. Ma się tylko wrażenie kolorów, światła.

-Ilekroć słyszę w odniesieniu do sztuki średniowiecznej termin "Biblia pauperum", jeżę się, bo nie wydaje mi się właściwy. Myślę, że świat aniołów i świętych przedstawiany w katedrach, unaocznia jedynie postaci, które w rzeczywistości w tej świątyni są lub chciałyby być i chwalić Boga. '

M.B.: - Na Pani witrażach widzimy żywioły, przyrodę, ludzi i anioły, czyli kosmos ziemski, który będzie przemieniony?

- Pragnę, aby moje witraże zapowiadały świat, który już został przemieniony. Pozwalały przeczuć istnienie innej rzeczywistości. Mistyczny sens witraży ukształtował się pod wpływem teologii światła. Niebiański blask otaczający Chrystusa na górze Tabor poraził swoją jasnością Piotra, Jakuba i Jana. Podobna moc dotknęła pod Damaszkiem apostoła Pawła. W obu tych wypadkach stan cudownego zachwycenia był ?otwarciem oczu wiary". Przemienienie Pańskie jest chwilą olśnienia, która pozwala przeczuć, co będzie po śmierci. To, co nastąpi, będzie tak piękne, że powiemy jak uczniowie: ,,Panie, dobrze nam tu być".