Rajska sceneria, czyli o witrażach Teresy Reklewskiej

Artykuł o Teresie Marii Reklewskiej opublikowany w miesięczniku "List do Pani" (wyd. Polskiego Związku Kobiet Katolickich).

Rajska sceneria, czyli o witrażach Teresy Reklewskiej

Alicja Szubert-Olszewska

Artystą autentycznym jest ten, którego twórcza wyobraźnia pozostawia w świecie trwały ślad, kto pracuje dla więcej niż jednego pokolenia, kto do zastanej rzeczywistości dodaje wartości, sensu, piękna w sobie tylko właściwy, niepowtarzalny sposób.

Teresę Marię Reklewską, świętującą w tym roku swoje 80. urodziny, można uznać za artystkę, której praca pozostawiła trwały ślad, której dzieła zachwycać będą wiele przyszłych pokoleń, będą świadczyć o tym, że i w naszych czasach, tak niechętnych pięknu, powstawały dzieła wielkie, natchnione, tworzone w sobie tylko właściwy, niepowtarzalny sposób. Całą swoją twórczość artystka związała ze sztuką sakralną. Swój talent poświęciła służbie Bogu i ludziom. Uczyniła to, tworząc monumentalne malarstwo – witraże, projektując i wykonując tysiące metrów kwadratowych obrazów ze szkła, pełnych tajemniczego światła, łączących w sposób doskonały formę z funkcją przedstawiającą i symboliczną, tak istotną w sztuce sakralnej. Do najbardziej znanych jej realizacji należą witraże w prezbiterium fary w Nowym Sączu, witraże z wrocławskich kościołów NMP na Piasku oraz ze Św. Wojciecha, witraże z najstarszej katolickiej świątyni w Japonii, kościoła Św. Franciszka Ksawerego w Tokio i ściany-witraże z sanktuarium Św. Andrzeja Boboli w Warszawie.

Żeby uzmysłowić sobie skalę dzieł Teresy Marii Reklewskiej, warto się zatrzymać przy tej ostatniej świątyni, zaprojektowanej przez architektów Hannę i Bohdana Madejowskich. Cztery boki w ośmiobocznej budowli stanowią pełne siły i blasku witraże, to one przesądzają o wyrazie i charakterze tego wnętrza. Trzynastometrowej wysokości ściany-witraże, z których każda ma 80 m kwadratowych powierzchni, są wizją Kościoła Triumfującego i Cierpiącego, przedstawiają chwałę Boga, Nową Jerozolimę i Adorację Baranka. Ponadto w nawiązaniu do Kościoła Triumfującego i Cierpiącego przy wejściu do sanktuarium są dwie szklane płaszczyzny wyobrażające walkę dobra ze złem.

Projektując witrażowe kompozycje w kościele Św. Andrzeja Boboli, artystka chciała, aby stały się one przypomnieniem ogrodu, na którego terenie wzniesiono kościół i żeby w wyobraźni wiernych wnętrze świątyni łączyło się z kwitnącymi roślinami, stąd tyle przewijających się na tych szklanych ścianach irysów, berberysów, klematisów. Poprzez działanie kolorem i linią udało się Teresie Marii Reklewskiej zbudować przedziwną, rajską scenerię, która pozwala wiernym wyłączyć się z codzienności i która tworzy azyl przestrzenny dla wewnętrznej koncentracji i modlitwy. Artystka cały swój wysiłek przez wszystkie lata pracy twórczej skupiła na poszukiwaniu wizualnych środków odpowiednich dla wyobrażenia świata rzeczywistego, choć niewidzialnego ziemskimi oczami, tego, który poznamy dopiero po śmierci – świata pełnego miłosierdzia i przebaczenia, świata odkupionego przez Chrystusa.

Teresa Maria Reklewska projektowała i konstruowała i kompozycje witrażowe nie tylko dla nowych świątyń, stworzyła też wspaniałe, nowoczesne, niemal abstrakcyjne witraże dla zniszczonych w czasie wojny budynków kościelnych. Kongenialnym dziełem są okna zaprojektowane i wykonane przez tę artystkę w miejscu witraży zniszczonych podczas działań wojennych w gotyckim, najstarszym, wrocławskim kościele NMP na Piasku. Podobnie udanej próby wkomponowania nowoczesnego witrażu do romańskiej czy gotyckiej architektury nie znajdziemy w całej Europie. Mogą nam takiego rozwiązania zazdrościć Niemcy i Francuzi.

Ulegając bajecznemu spektaklowi światła i barwy, jaki kreuje ta wielka polska artystka przy pomocy zabarwionego szkła i przenikającego przez nie światła, nie myślimy o trudzie, jaki towarzyszy pracy nad tak monumentalnym witrażem. Skonstruowanie dużego okna witrażowego łączy się zawsze z ryzykiem, pracuje się na kilkumetrowych segmentach, całość kompozycji ogląda się dopiero po wstawieniu jej w mury, kiedy już nic w niej zmienić nie można. Po zrobieniu projektu i kartonów okno rozpada się na tysiące kolorowych kawałków szkła, praca ma wtedy charakter niemal abstrakcyjny, istotny jest wybór każdej, nawet najmniejszej szklanej cząstki, istotna każda decyzja o liniach ołowiu – trzeba ciągle wpasowywać w myślach poszczególne elementy w całość konstrukcji. Praca witrażysty jest nie tylko trudna, bywa też nieobojętna dla zdrowia, kontakt z ołowiem prowadzi często do rozmaitych zatruć.

Teresa Maria Reklewska jest drobną kobietą, jej pracownia w warszawskim Miedzeszynie jest też niewielka. Trudno zrozumieć w racjonalnych kategoriach jak w tych skromnych warunkach mogła ona realizować tak monumentalne dzieła, o tak istotnym znaczeniu dla polskiej kultury. Twórczość tej znakomitej witrażystki, ciągle nie dość doceniana, w powojennej polskiej sztuce jest zjawiskiem wyjątkowym, zarówno ze względu na skalę przedsięwzięć, jak i ich poziom artystyczny.

Do historii polskiego witrażu, która rozpoczyna się oknami kościoła Mariackiego w Krakowie, katedry we Włocławku i kościoła NMP w Toruniu, i jaśnieje za sprawą Wyspiańskiego i Mehoffera – w dwudziestym wieku należy wpisać nowe nazwisko: Teresa Maria Reklewska.

Teresa Maria Reklewska jest człowiekiem niezwykle skromnym, skupionym wewnętrznie, skoncentrowanym na sprawach wiary i sztuki, niechętnie mówiącym o sobie. Urodziła się w 1931 r., w Mirogonowicach koło Opatowa, w osiemnastowiecznym dworze pełnym pamiątek, w rodzinie, która żyła wiarą, czego widomym znakiem była kaplica w sercu domu. Dzieciństwo małej Teresy i jej licznego rodzeństwa upływało harmonijnie do momentu, kiedy w grudniu 1939 r. jej ojciec Wincenty Reklewski zginął tragicznie w obronie księdza Andrzeja Glibowskiego, proboszcza z pobliskiego Waśniowa. Po wojnie losy artystki toczyły się podobnie, jak wielu ziemiańskich rodzin, czyli nie najlepiej. Udało jej się jednak dostać na Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Ukończyła ją, specjalizując się w tkaninie, w pracowni prof. Eleonory Lutyńskiej, malarstwa uczyła się w pracowni prof. Marka Włodarskiego. Witrażem zachwyciła się i zainteresowała się Francji. Bezpośredni kontakt z olśniewającym, gotyckim witrażownictwem skłonił ją do podjęcia studiów w Atelier d'Art Sacre i w paryskiej Ecole des Beaux Arts. Była uczennicą Jacquesa le Chevalier. Pierwsze witraże Teresa Maria Reklewska zrealizowała w Paryżu. Wiele podróżowała, w 1973 r. wróciła na stałe do Polski, gdzie w Miedzeszynie założyła własną pracownię witrażu, stworzyła mały, kilkuosobowy zespół świadomie nawiązujący do tradycji średniowiecznego witrażownictwa cechowego, który dążył do odnajdywania jedności ducha w tworzeniu, a także do rzetelności warsztatowej. Przy tej pracowni mieszkała przez wiele lat z córką Magdaleną i synem Claytonem. W tym roku mistrzyni witrażu kończy osiemdziesiąt lat. Ostatnio maluje obrazy o tematyce sakralnej, tworzy niezwykłe krucyfiksy.

W dwudziestym wieku plastyką zajmowało się wiele utalentowanych Polek. Prawdziwą wielkość osiągnęło zaledwie kilka, jedną z nich jest Teresa Reklewska.

(tekst opublikowany oryginalnie na stronie pisma "List do Pani")stronie pisma

 

Back to top
Back to top